Jesteś tutaj

Strona główna

Podczas naszego ostatniego spotkania swojska szarlotka z jabłkami, ale za to z sosem waniliowym i lodami, udawała austriacki Apfelstrudel, a papryka na grzankach z czerwoną soczewicą przypominała nam nieco Węgry ;)
Te kulinarne „austrowęgierskie” atrybuty związane były z książką, przy której
się spotkaliśmy -  z pełnym barwnych opowieści historyczno-smakowych „Cafe Museum” Roberta Makłowicza.  
Przygotowane potrawy okazały się w ten sierpniowy wieczór niezbędne, gdyż trudno rozmawiać o Makłowiczu bez jedzenia, a krainy mitycznej monarchii austrowęgierskiej,
o których książka opowiada,  aż nadto obfitują  w przeróżne smakowitości.
Spotkanie mimo tego  skończyło się jednak  pewnym niedosytem:  tych wszystkich książkowych pyszności, Bałkanów, które każdy z nas chce kiedyś odwiedzić
i samego Makłowicza, którego wszyscy lubimy.. 
Czy ktoś zna sposób na zaspokojenie owych apetytów?